Myślenie życzeniowe -rozważania o granicy (nad)używalności kontry

Opublikowano 6 kwietnia 2011 w kategoriach Artykuły - felietony .

Myślenie życzeniowe

-rozważania o granicy (nad)używalności kontry

W jednym z dawniej świetnym, a dziś siermiężnym turnieju, mój młody bardzo partner, poszedł się wykazać znajomością techniki w zakresie używania słowa „kontra”. Przeciwnik po jego prawej otworzył 1 , „młody” spasował, LHO odpowiedział 1 , wszedłem 1 . Otwierający zalicytował 2 tt, co świadczyło o posiadaniu ręki od 15 PC i teraz do akcji wkroczył „młody”. Posiadał on rękę:

 

 

W10964

87

KD865

4

 

 

Uznał za konieczne wejście do licytacji i zalicytował kontrę, wskazującą możliwość gry w pozostałe kolory. W rozdaniu miałem 15 ostrych punktów i sześciokart kierowy bez króla, więc zapowiedziałem końcówkę w swój kolor. Była bez jednej, jednak usiłując ją wygrać padłem bez dwóch.

Jakiś czas potem przeglądając konkurs licytacyjny znalazłem coś a propos.

Ręce NS wyglądały następująco:

 

1.

 

 

742

AW82

W109653

 

 

 

AKW65

K109

K6

KW9

 

 

W rozdaniu licytowano:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

 

 

2

Ktr

3

Ktr(1)

Pas

?

 

1) Kontra odpowiedź

2. Kolejny przykład też z konkursu, choć z innego zestawu (NS po partii, mecz)

 

Licytowano:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

2

2 BA

3

?

 

Co należało zalicytować z ręką S?

 

 

D8643

105

D5432

W

 

 

3. I ostatni przykład, mój własny, choć wolałbym nie być jego posiadaczem.

 

Licytowano:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

2 (1)

Ktr

3

?

 

1) blok na kierach

 

Nasza ręka:

 

 

109432

A

8754

1065

 

 

Czy licytujecie coś z tą kartą?  „Mój”(??) zalicytował 3 .

 

Wracamy do przykładu 1. Problem znalazł się w panelu, ponieważ po początkowym przebiegu licytacji S zapowiedział 3 BA (nie najmądrzejsza odzywka – delikatnie mówiąc, w panelu za tą odzywką opowiedział się jakiś skołowany ekspert z Zachodu i 12% czytelników) i wywrócił się bez jednej, mimo trafienia drugiej damy pik za ręką.

Mnie zaciekawiło zupełnie co innego, na co nie zwrócił uwagi komentator. Chodzi mi o licytację zawodnika z ręką N. Toż  ta sierota ma zaledwie 6 PC i tak sobie niefrasobliwie idzie sprzedawać fity w pozostałych kolorach i to na poziomie trzech. A w tych fitach mamy rozpiętość od trzech blotek do szóstego wiązanego waleta.

Ja rozumiem bojowość zawodników i męki jakie przychodzi im przeżywać, kiedy pasują z taką ładną, choć słabiutką ręką. Sam często mam straszną ochotę zalicytować coś w takim rozdaniu. W tym rozdaniu zapewne też bym się nie powstrzymał i zalicytował 3 , modląc się by partner nie licytował zbyt mocno dalej. 3 jednak jest licytacją nienaruszającą bilansu i nie brzmi tak pozytywnie jak kontra, która mając wywoławczy charakter zaprasza partnera do zazwyczaj dłuższej – niż po naturalnym, bilansowym zgłoszeniu koloru – dyskusji i niesie częściej sugestię pozytywną.

Swoją drogą, ciekawy jestem, czy wspomniany N, po usłyszeniu od partnera 3 dołożyłby końcówkę ze swoją ręką? Jeśli partner miałby minimum kontry wywoławczej, to kontrakt mógłby być „lekko” napięty.

Rozdanie i całe podejście do niego jest kolejnym przykładem, jak konkretny układ zatruwa umysły.

Czy rozdanie znalazłoby się w panelu gdyby licytacja przebiegła w taki sposób:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

 

 

2

Ktr

3

Pas

Pas

3

Pas

4 (4 ?)

 

 

 

lub:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

 

 

2

Ktr

3

3

Pas

3 (1)

Pas

4

Pas

Pas

pas

 

 

 

 

1) Ponad wszelką wątpliwość ręka na kontrę objaśniającą.

 

I właśnie dlatego, że S może mieć kontrę objaśniającą, nie powinno się licytować 3 , bo to ani kolor, ani punkty. A przedstawione ostatnie dwie licytacje chyba nie są naciągnięte pod kątem aktualnego rozkładu.

 

Przyznam, że przykład 2 zniesmaczył mnie wyraźnie. Prowadzący olewając opinie ekspertów, których aż 9-ciu na 19-tu (ten dwudziesty to tzw. Ekspert Skuteczny, to jest postać, które wie co idzie w danym rozdaniu, czyli takie alter ego prowadzącego) optowało za spokojnym pasem, przyznał maksymalną notę odzywce kontra, choć głosował na nią zaledwie jeden ekspert, nie licząc „ES”, którego pozycję i rolę określiłem wyżej. W tym rozdaniu  kontra była zwycięska ponieważ partner posiadał rękę:

 

 

Axx

Kxx

AKxx

Kxx

 

 

Prowadzący nie podaje wprawdzie, co zalicytował ten partner (nie kusił go czasem pas z takimi „czubkami”?). Nie podaje też, co zalicytowałby partner posiadając skład (od góry) 3-3-3-4 z niezbyt gęstymi treflami – typu czwarta dama. I co by powiedział po wygraniu przez przeciwników kontraktu, mimo iż sam skompletował „książkę”. I o ten motyw głównie mi chodzi. Mógłbym się zgodzić z akcją kontra w podanym przykładzie, gdyby była to tzw. „kontra do zniesienia”, znana drzewiej, obecnie obumarła. Ożywienie jej mogłoby być niezwykle przydatne szczególnie w czasach, kiedy jakiś reformator klasy Lutra, czy Kalwina zakazał alertowania kontr partnera na turniejach.

Nie mogę natomiast podzielić zachwytu prowadzącego, który komentując omawiany przypadek ogłasza: „Pisałem kilkakrotnie, że kontra na kolor uzgodniony przez przeciwnika, po interwencji partnera, wskazuje możliwość gry w co najmniej dwa nielicytowane kolory. No i proszę jak pięknie tutaj to pracuje.”

Ja się z taką interpretacją zgodzę, ale nie do końca. Co innego bowiem jeśli wejście partnera było kolorem (wtedy i kolory kontrującego łatwiej zlokalizować), co innego natomiast, kiedy wejście partnera – jak w podanym przypadku – było w BA, co zazwyczaj jest silniejsze od wejścia kolorem i przede wszystkim dużo bardziej sprecyzowane w zakresie siły. Stąd proporcje karności i wywoławczości nie mogą być takie same jak po wejściu kolorem.

Czy – zakładając, że gramy kontrą karną (do niedawna masowe ustalenie), po naszym otwarciu 1 BA i wejściu przeciwnika na wysokości 2-ch, słuszne było kontrowanie z opozycją typu KW10xxx bez jakichkolwiek wartości dodatkowych w honorach? Byłem świadkiem pewnej liczby takich wydarzeń. Dość często kończyły się one smutno dla kontrującego. Jego LHO mający zawsze w takiej sytuacji kawał składu zmykał w swój kolor i nierzadko wygrywał kontrakt z kontrą, bo rzadko kiedy przychodzi takie bez atu, gdzie na kontrakt przeciwnika posiada się 6 lew w ręce. W innych przypadkach strona otwierająca 1BA przelicytowywała kartę oddając zapis. Z wymienionych powyżej powodów kontrę w omawianym przypadku zakwalifikowałbym do grupy konwencji jednorazowych. Pięknie pracuje w tym jednym rozdaniu, choć w dalszym ciągu nie wiadomo, co zalicytował posiadacz wejścia w BA.

Kontra negatywna w swojej intencji niesie chęć znalezienia koloru do gry. W przeważającej części przypadków kontrę negatywną licytuje się z układami 4-4 lub 5-4, wtedy bowiem tylko cztery karty (zazwyczaj) u partnera uzgadniają kolor. Przy posiadaniu pięciokartów życzylibyśmy sobie, aby partner wybrał nasz kolor z trójki. Licytowanie z trójki jednak (poza bardzo zdeterminowanymi sytuacjami) nie popłaca ani przy stoliku brydżowym, ani w panelu licytacyjnym. Nie jest to bowiem zgodne z mechanizmami licytacji wypracowanymi przez kilkadziesiąt lat istnienia brydża.

Innym niezwykle ważnym aspektem jest uwzględnianie w swoich poczynaniach licytacyjnych zasady bilansu, która sprowadza się do tego, czy kontrakt w jakim się znajdziemy będzie kontraktem opłacalnym. Zasadę tą na jednym z kotłów I ligi wyłożył swojej drużynie zdesperowany kapitan w dwóch punktach:

 

1. Do licytacji można wejść jak się ma punkty – minimum 13

2. Do licytacji można się zamieszać jak się ma skład – żadne tam 4-3-3-3

 

Co musiała wyczyniać jego drużyna świadczą nie tylko te dwa niezwykle uproszczone zalecenia, ale i dalsze konsekwencje nieprzestrzegania dyscypliny:

Za nieprzestrzeganie punktu (1) i (2) przewidziano kary do wyboru:

a) Litr wódki „Premium”

b) Kopniak w d….

Nie trudno zauważyć, że w każdym z cytowanych przypadków, akcje kontrami zawodników posiadających w trzech cytowanych przykładach aż 16 PC łącznie, były bardzo nieodpowiedzialnym naruszeniem bilansu. Propagowanie tego stylu gry również odpowiedzialnością nie grzeszy.

Wracając do przykładu mojego własnego, muszę przypomnieć (tylko z powodów historycznych, bo dziś już nikt nie posługuje się taką nieracjonalną formułą) jedno z powiedzeń bardzo popularnych w czasach, kiedy rozpoczynałem pobieranie nauk brydżowych: „jak teraz nie wejdę, to już nigdy nie wejdę”. Chodziło oczywiście o słabe ręce, z którymi wchodzono na niskich szczeblach licytacji. Partner oczywiście musiał zgadywać, czy mamy kartę usprawiedliwiającą naszą licytację, czy też wchodzimy, bo potem już nie wejdziemy. Może tamten brydż wyzwalał więcej adrenaliny, ale teraz ta nieracjonalna reguła ma nieporównanie mniej zwolenników. Chociaż… czym skorupka za młodu nasiąknie…

C. Przypadek mój własny przydarzył się kilkanaście lat temu. Nasze ręce wyglądały następująco:

 

 

AK

1086

AKW10

AKW9

 

 

 

109432

A

8754

1065

 

 

Licytacja nadawałaby się do nocnego programu pornograficznego.

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

2 (1)

Ktr

Pas

(2)

Pas

(3)

Pas

(4)

Pas

(5)

Pas

Ktr

Pas(6)

 

  1. słabe 2
  2. To mogło być ( i miało być) naturalne
  3. To jest nieodpowiedzialne nadużycie, które upewniło N, że partner ma poważną kartę.
  4. To też była propozycja kontraktu
  5. E był przekonany, że partner „cuebiduje” na uzgodnionych pikach, W dla odmiany był przeświadczony o wydłużeniu pikowym
  6. W każdej licytacji trafi się jedna normalna odzywka.

 

Piki się trochę nie podzieliły (5-1 z DW w długości), rozgrywający zagrał na wygranie i stanęło 2200. W rozdaniu szło 6 , bo obie młodsze damy były w impasach, a oba młodsze dzieliły się równo. Nb. licytowałem trefle i kara jako kolory spodziewając się singla kier u partnera i bardzo prawdopodobnej w tej sytuacji młodszej czwórki u niego.

 

Na drugim stole licytowano:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

2

Ktr

3

Pas

Pas

Ktr

Pas

4

Pas

Pas

pas

 

 

Na tym stole gracz S zastosował powszechną obecnie strategię – „najpierw do tyłu, by potem można było do przodu”, a nie odwrotnie i strona NS osiągnęła normalny kontrakt.

Cztery piki można było wygrać oddając tylko trzy lewy pikowe, ale RGR nie spodziewając się aż tak złego podziału zagrał nieostrożnie i przegrał. Zanim porównano wyniki, gęsto się partnerom tłumaczył. S z naszego stołu nie był wzywany na spytki. Są granice poza którymi usta milczą.

Mnie osobiście wyjaśnił, że dla niego było oczywiste, że ja mam dużą kartę i on na tą moją siłę licytował te swoje bezkarcie, żeby mi ułatwić(???) dalszą licytację. Jak widać sztuka się udała. Na szczęście nie spotkałem już potem zbyt wielu tego typu przypadków, w których licytowano by nie to, co ma się w karcie, tylko to, czego się domyślamy u partnera, choć ciągotki do tego jeszcze się odzywają u co poniektórych intuicjonistów, co świadczy, że w zakresie kształtowania obyczajów wiele do zaorania jeszcze pozostało.


Ryszard Kiełczewski

About

Zawodnik, trener, działacz, wybitny publicysta brydżowy. Wielokrotnie powoływany na stanowisko trenera-selekcjonera juniorów, pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski Juniorów na Mistrzostwach Europy. Jest pierwszym trenerem w Polsce, który uzyskał pierwszą klasę trenerską (1987).


Komentarze

Dodaj komentarz


Shortlink: