Kontra jak brzytwa

Opublikowano 2 lipca 2013 w kategoriach Licytacja .

KONTRA JAK BRZYTWA…

 

…może być narzędziem pożytecznym jak i narzędziem zbrodni.

 

Czy ktoś sobie przypomina jak powstała kontra Sputnik? Otóż przed jej wynalezieniem, po otwarciu partnera 1 lub 1 i wejściu przeciwnika 1 licytowało się 2 i partner nigdy nie wiedział, czy mamy 4 karty w tym kolorze, czy więcej. Idea kontry sputnik była prosta: gdyby przeciwnik nie wszedł 1 mielibyśmy wygodną odpowiedź 1 . Skoro jednak nie możemy już zgłosić kierów na tej wysokości, to niech kontra mówi, że mieliśmy wejście odzywką pomiędzy otwarciem partnera, a wejściem przeciwnika. Dalsza ewolucja kontry sputnik spowodowała powstanie całej licznej rodziny kontr negatywnych. Ich używanie na początku budziło nieraz wiele nieporozumień i stwarzało sytuacje kabaretowe lub kryminalne. Pisałem na ten temat w Brydżu już w roku 89-tym (Brydż 1/89). Wówczas już postulowałem, by nie nadużywać kontr negatywnych tam, gdzie można zalicytować naturalnie. I znowu bardzo prawdziwa była definicja do tej dyrektywy przystająca, dotycząca wyjaśniania przy stole znaczenia kontry – partner coś ma. To coś oznacza taką rękę, że kontrakt grany na najbliższej wysokości ma pokrycie bilansowe. Wynika z tego, że kontra na poziomie jednego wymaga mniejszej siły niż na poziomie wyższym itd.

Tymczasem większość poszła tropem grubej kreski – gramy kontrą negatywną do wysokości najpierw 2 , potem 3 , a u pewnych dowcipnych Włochów widziano zapis w karcie konwencyjnej – do 7 . Jeżeli to nie był żart, a podobno nie był, to jest to…sorry, nie mogę użyć słowa, które mi się ciśnie na usta. Mamy wystarczającą reprezentację w Parlamencie Europejskim, bym jeszcze ja przyczyniał się do rozwalania tej kruchej konstrukcji jaką jest Unia Europejska. I co gorsze niezależnie od poziomu licytacji, założeń i innych czynników widziałem przez ostatnie kilkadziesiąt lat nadużywanie kontry negatywnej z mizernym skutkiem. Ot choćby rozdanie z ME par w Hadze. Graliśmy na włoską parę z bezpośredniego zaplecza reprezentacji. Licytacja biegła:

 

1)

W

N

E

S

Partner

Włoch

Ja

Włoch

Pas

1 (1)

1

Ktr(2)

1

Pas

?

 

 

1) może być z 3-ki

2) kontra negatywna

 

Posiadałem rękę: xx  AKD10x  Wxxx  Wx. Pas nie wchodził w rachubę, 2 było co najmniej niemądre, powtórzyłem kiery. Z lewej 3 , partner 3 . To skończyło licytację i zakończyło się wpadką bez jednej. Obaj przeciwnicy mieli po 4 piki i szła im końcówka w ten kolor. N nie mógł jednak skontrować wprost blefowego wejścia mojego partnera, bo to byłaby kolejna kontra negatywna. Takie rozwiązanie jest dla mnie… sorry – po raz drugi unikam napisania tego słowa.

Szczęśliwie już stosunkowo (w porównaniu z pionierskimi czasami kontry negatywnej) niewielu zawodników  w Polsce gra kontrą negatywną w takiej np. sekwencji:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

1

Ktr

1

Ktr(1)

 

  1. 4-ka kier

 

A co powinien zalicytować S mając odpowiedź 1 , czyli 4-kę w tym kolorze? 1 BA? To jak potem znaleźć piki rozłożone 4-4 jeśli przeciwnicy szybko wespną się na poziom 3 ?

Nie rozwiązuje też sytuacji zalicytowanie bezpośrednich 2 po 1 przeciwnika. Nawet jeśli przyjmiemy to jako naturalne, to nie z czwórką na litość boską. Kontra na wprost, w tej aż kuszącej do zastosowania baby psyche sytuacji, jest najprostszym i najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się kłopotów. A co wtedy zrobić z 4-ką kierów? Po prostu je zalicytować – tak przynajmniej radził przed wieloma laty Krzysztof Martens na jednym ze szkoleń reprezentacji juniorów.

Kolejne przykłady z przeszłości pokażą jakie trudności sprawiała kontra negatywna graczom, którzy później nierzadko do najwyższych tytułów brydżowych się dobili.

Przed laty w Sławie grałem z jednym takim. W założeniach – obie przed – przyszło rozdanie, gdzie licytacja biegła:

 

2)

W

N

E

S

partner

Przeciwnik

Ja

przeciwnik

1

1 BA(1)

Ktr

Pas

Pas

2

Ktr

Pas

?

 

 

 

 

1) 5 trefli i starsza 4-ka

 

Moją drugą kontrę partner energicznie zasygnalizował puknięciem w stół, że niby jest ona negatywna i wyniósł ją licytując coś starego. W efekcie zamiast sprawić sobie porządny stolik na czterech nogach, musieliśmy grać 3 BA z nadróbką za marne 430.

N miał bardzo solidne wejście, więc takich jak on było zapewne bardzo dużo. Bardzo dużo też musiało być par, które miały takie same problemy jak my, bo zapisów kalibru „bałwanek” było w protokole jak na lekarstwo.

Przed laty na turnieju w Warszawie musiałem uczestniczyć w takiej akcji licytacyjnej:

 

3)

W

N

E

S

Ja

Przeciwnik

Partner

przeciwnik

1

Ktr

Rktr

Pas

Pas

1

Ktr

4

Ktr

Pas

4

5

Ktr

Pas

5

Pas

5

Pas

Pas

pas

 

Miałem rękę: W974 ADW AD104 105

 

Pewnie bym spasował na 1 z kontrą, na szczęście wybawił mnie przeciwnik z prawej. A ręka mojego partnera była taka: A8632 5 K852 K64

Jak się domyślacie kontra na 1 była negatywna. Negatywne miały też być moje kontry na 4 i 5 . Schizofrenia…

Kolejny przypadek dziwnego co najmniej zastosowania kontry negatywnej ze Sławy Śląskiej sprzed prawieków:

 

4)

Licytacja:

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

 

Pas

Pas

1

1

1

Ktr

Pas

2

2

ktr

 

 

Nasze ręce wyglądały tak:

 

95

AK86

DW874

103

 

A82

D1052

62

D954

 

Co poeta miał na myśli kontrując 2 w sytuacji, kiedy znaleźliśmy już kiery – Bóg, a raczej szatan raczy wiedzieć. Tak zakaliałaś stal.

 

Kolejna potyczka z arcymistrzem, a właściwie całym ich stadem, bo potem włączeni zostali do sporu pozostali członkowie mojej niedoszłej drużyny, miała miejsce w rozdaniu gdzie licytacja pobiegła:

 

5)

W

N

E

S

Ja

Przeciwnik

Partner

przeciwnik

1

1

Ktr(1)

2

ktr

 

 

 

 

1) bez 4-ch pików, kolory młodsze

 

Miałem w ręce normalne otwarcie z AW109 w kierach i zgrzałem ludzi jak mężczyzna. Partner miał coś na kształt: Dx xx A10xxx Dxxx  i szykowały się jatki. Niestety partner nie uznał mojej kontry za karną i zalicytował 2 BA, które jeszcze potem sfrustrowany przegrał jak dziecko. A wrogi stawiały coś od „górala” wzwyż, mimo, że miałem normalne słabe otwarcie. Rozdanie musiało być przedmiotem dyskusji wśród pozostałych kolegów z drużyny, bo na drugi dzień przyszedł do mnie najbardziej utytułowany – były reprezentant kraju i medalista ME i orzekł – nie powinieneś kontrować tych 2 .           Moja kontra miała według nich sygnalizować górę w ramach słabego otwarcia – czyli 14 PC. Do czego to może służyć w sytuacji, kiedy wszyscy gracze przy stole dobrowolnie zabierają głos w licytacji? Do dziś nikt mi przekonująco nie wyjaśnił. Dla mnie zaś niemożliwość skarcenia licytujących bez papierów przeciwników jest bardzo złym brydżem.

By pogłębić temat przypomnę jak rozpoznawano kontry karne drzewiej:

 

Kontra jest karna, jeśli kontrujący zna dość dobrze rękę partnera.

 

Dziś już ta definicja nie jest słuszna w wielu sytuacjach np. w sekwencji:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

1 BA

2 coś

Ktr

 

 

Powszechnie wśród zawodników wysokiego wyczynu taka kontra jest wywoławcza, mimo iż stosując wspomnianą definicję (E zna dobrze parametry ręki partnera.) powinna to być kontra karna. O takiej zamianie znaczenia kontry zadecydowała  frekwencyjność wydarzeń.

Wróćmy do kontry na 2 . Otóż według moich utytułowanych kolegów miała ona oznaczać nadwyżkę w ramach słabego otwarcia – czyli powinienem mieć 14 PC, a nie opozycję w kolorze przeciwników. Do czego taka informacja ma służyć to już utytułowańcy nie potrafili wyjaśnić.

Stosunkowo niedawno z podobnym dzieleniem włosa na czworo spotkałem się przy okazji takiej mniej więcej licytacji:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

Pas

1

Ktr

1

Pas

2

Ktr

Pas

?

 

 

 

 

Otóż W znalazł się według opinii dużego autorytetu w pozycji lebensohlowej. Zróbmy bilans stołu: N – 12-14 PC, S – 7-9 PC, E – 16+ PC (najskromniej licząc). Ile pozostało dla zwolnionego byłego pracownika PGR?  Mnie uczyli w szkole, że 0-5 PC.

I temu z naprzeciwka chodzi o to, by ta była dojarka określiła, czy ma górę, czy dół. Tego dołu. Do czego ma to służyć – może ktoś mnie oświeci?

Dla mnie jest to klasyczny przykład przerostu formy nad treścią. To przecież W może łatwiej zrobić bilans siły połączonych rąk i np. zalicytować końcówkę w kiery, których posiadanie silniejszy E bardzo mocno sugeruje. A 2 BA pozostawmy jego naturalnemu charakterowi – jakaś zrównoważona ręka, czasami z zatrzymaniem pik, lub obie młodsze 4-ki w sile dalej 0-5. Wszak w takiej pozycji licytacyjnej chodzi o znalezienie koloru do gry stokroć bardziej, niż o znalezienie bilansu i to koniecznie przez silniejszego z partnerów.

 

Kiedy już wydawało mi się, że wyczerpałem zapamiętane przypadki dziwnego rozumienia kontry, przyszło mi obejrzeć na BBO kolejny przykład jej chorej interpretacji

 

6)

WE po partii, dealer E

 

A1084

AK3

932

D1034x TTiał coś na kształt: PP

 

1065

KDW105

K9754

 

KW972

8742

6

A62

 

D653

DW9

A872

W8

 

 

Licytowano:

 

W

N

E

S

nazwisko

nazwisko

nazwisko

nazwisko

 

 

Pas

Pas

2 BA(1)

Ktr

3

Ktr

Pas

3

Ktr

Pas

4

Pas

Pas

pas

 

  1. kolory młodsze

 

Otóż według W kontra jego partnera na 3 miała być wywoławcza (???). Padło nawet dramatyczne pytanie – w co my gramy? Umawialiśmy się przecież na brydża! Masz spasować, a ja ze swoim składem wznowię kontrą i ty ukarnisz.

Gdyby rzecz miała miejsce pomiędzy samozwańczymi world class playerami, można byłoby przejść nad tym jak nad ustawą becikową. Ponieważ jednak przy stole roiło się od gwiazdek, jak nie przymierzając na pagonach generała Krasnej Armii, to znaczy, że problem jest poważny.

Co miała wywoływać kontra gracza E w sytuacji, kiedy wiadomo było w co może grać strona WE?  W kiery – na przypadek jaki miał miejsce, że W ma układ 0-3-5-5, żeby zagrać w nie końcówkę?

A koncepcja, by E spasował, a W ożywiał kontrą – czyż nie jest to przypadek tzw. kontry R-skiego – albo oni 730, albo my minus 800?

Pomijając aspekt, że w takim rozwiązaniu tkwi coś oszukańczego (patrz  przykład 4, gdzie zgłoszono już kiery, a E mając ich 4, kontruje 2 przeciwnikom, zamiast po prostu podnieść je w sposób naturalny lub zmilczeć, bo wysokość jest za duża, a my już się odlicytowaliśmy), jest to rozwiązanie błędne logicznie.  W kontrując na domniemaną opozycję w ręce partnera, działa w warunkach niepomiernie większego ryzyka, bo on życzy sobie, by partner tę opozycję miał. Natomiast E kontrując 3 WIE, że taką opozycję posiada.

Faktem jest, że sytuacja jest niecodzienna – E jest po pasie, a W otworzył zaporowo. Wiadomo, że kontra w takiej sytuacji na częściówki powoduje stres u otwierającego. Ale E też o tym wie i muszą zajść niezwykłe okoliczności, by taka akcja nastąpiła. Jeżeli więc taka akcja miała miejsce, to był to głośny sygnał, że taka nadzwyczajna sytuacja zaszła.

A jeżeli którykolwiek z zawodników w parze ciężko znosi takie sytuacje stresowe, to można przyjąć metodę grubej kreski – nie kontrujemy częściówek po naszych blokach. Tylko jaki to ma sens?


Ryszard Kiełczewski

About

Zawodnik, trener, działacz, wybitny publicysta brydżowy.

Wielokrotnie powoływany na stanowisko trenera-selekcjonera juniorów, pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski Juniorów na Mistrzostwach Europy.
Jest pierwszym trenerem w Polsce, który uzyskał pierwszą klasę trenerską (1987).


Komentarze

Dodaj komentarz


Shortlink: