WIELCY, KTÓRYCH DAWNO NIE MA

Opublikowano 30 lipca 2016 w kategoriach Artykuły - felietony .

WIELCY, KTÓRYCH DAWNO NIE MA

 

W tym roku mija 60 lat od powstania Polskiego Związku Brydża Sportowego. 10 lat temu ukazał się  album 50-lecia, gdzie  można wejrzeć w historię naszej dyscypliny. Ja chciałbym przypomnieć sylwetki czterech zasłużonych dla polskiego brydża postaci. Niektórym mija w tym roku okrągła rocznica śmierci. Wszyscy umarli przedwcześnie, trzej nie dożyli 50-ciu lat. A bez nich polski brydż nie byłby tym, czym jest dzisiaj i tym, czym był w czasach, kiedy Oni zaznaczali swoją obecność w naszym środowisku.

R.K.

Aleksander Rożecki             (1912 – 1976)

 

W tym roku mija 40 rocznica śmierci Aleksandra Rożeckiego, jednego z pierwszych członków – założycieli Polskiego Związku Brydża Sportowego, a także założyciela i pierwszego redaktora naczelnego miesięcznika Brydż.

W nekrologu w grudniu 1976 napisano o Nim:

 

Jego odejście zamyka pewną epokę rozwoju brydża w Polsce. Był jednym z założycieli pisma, które jest dotąd właściwie jedynym podręcznikiem gry w brydża sportowego. Jako jego Naczelny Redaktor stworzył podstawy osiągnięcia wysokiego poziomu w tej dyscyplinie i sukcesów na arenie międzynarodowej. Należał również do szczupłego grona osób, które zapoczątkowały rozwój brydża sportowego i stworzyły ogólnopolską a organizację. Był On najwybitniejszym brydżystą starszego pokolenia, wielokrotnym mistrzem Polski, reprezentantem kraju, arcymistrzem obdarzonym zdolnością głębokiej analizy i dostrzegania problemów jakże często lekceważonych dziś w natłoku nowinek brydżowych.

Stan zdrowia od kilku lat nie pozwalał Mu brać czynnego udziału w życiu sportowym. Z tym większą energią poświęcił się pracy w naszej redakcji – aż do ostatniego dnia Swego życia”

 

W zasadzie nie trzeba nic dodawać do tej krótkiej charakterystyki zasłużonego dla brydża sportowego Człowieka. Wspomnieć jednak wypada, że zdobywanie i propagowanie wiedzy brydżowej w tamtych latach było niewspółmiernie dużo trudniejsze niż obecnie. Pan Aleksander, który przed wojną studiował w Anglii, korzystał ze swoich tamtejszych prywatnych znajomości i przeszczepiał na polski grunt różne techniki znane i stosowane w Anglii – ówczesnej potędze brydżowej. Jego publikacje poczynając od końca lat 50-tych, aż do Jego śmierci, były katechizmem dla wszystkich bez wyjątku brydżystów w Polsce.

Pan Aleksander przy swoim ogromnym zdyscyplinowaniu, tak w życiu jak i w brydżu, miał znakomite poczucie humoru. Oto opis Jego krótkiej potyczki słownej ze sławnym w tamtych czasach graczem angielskim Terence Reesem, opisany przez Jego przyjaciela Jana Wieczorkiewicza (też nieżyjącego od wielu lat pioniera polskiego brydża):

Trzeciego dnia rozgrywek wypadło nam grać mecz z Anglią. W pierwszej połowie…kibicowałem Leszkowi, grającemu w pokoju otwartym przeciwko Rees`owi z Szapiro, których uważano wówczas za najlepszą parę świata. Przed rozpoczęciem gry, znany ze swoich poglądów Reese zaskoczył nas dość niewybrednym dowcipem:

– Jak będziemy się porozumiewać, bo ja nie znam rosyjskiego…

                        Leszek, władający świetnie angielskim odpowiedział:

            – O ile mi wiadomo, nie zna Pan żadnego obcego języka, z konieczności więc musimy rozmawiać po angielsku

            Niespeszony Reese dalej żartował w niesmaczny sposób:

            – Na waszą cześć włożyłem czerwony krawat – powiedział wskazując chustkę zawiązaną na szyi…

            – Czy to ma być ten przysłowiowy angielski humor? – spokojnie zapytał Leszek..

            Szapiro, chcąc ratować sytuację, powiedział:

            – Niech Pan nie zwraca na niego uwagi, he is a litlle…i tu wymownie zamilkł (pewnie nie chcąc wymówić słowa crazy dop. RK.)…

            _ Ja to już dawno zauważyłem czytając jego brydżowe publikacje – brzmiała natychmiastowa riposta Leszka, a chóralny wybuch śmiechu speszył niesympatycznego żartownisia.”

 

W swoim wspomnieniu Jan Wieczorkiewicz podaje przykład klasy brydżowej Pana Aleksandra. Przeciwnik rozgrywał kontrakt 3 BA z pozycji S po licytacji:

 

W N E S
nazwisko nazwisko nazwisko nazwisko
  1 Pas 1 BA
Pas 2 BA Pas 3 BA
Pas Pas pas  

 

. Zajmujący pozycję W Pan Aleksander zawistował w 10-kę pik. Ręce W i dziadka:

 

  AK5

8765

AK8

W109

 
1092

ADW

D732

K65

 

 

 

 

As pik wziął lewę, po czym zagrano w trefla. Rożecki doszedł królem i kontynuował piki wzięte królem. Ze stołu kier do 2-ki i 9-ki od S. Rożecki zabił waletem i po raz trzeci zagrał w pika. Rozgrywający pobrał w ręce damą, przeszedł do stołu treflem i zagrał ponownie kiera do 3-ki od E, i 10-ki. Rożecki zabił to lewę asem (!!!) i wyszedł damą(!!). Jak celne to było zagranie niech świadczy o tym ręka partnera:

 

8764

K32

1094

732

 

To skromne, bezpretensjonalne zagranie, wynikające z dokładnej analizy możliwości w rozdaniu, jest charakterystyczne dla postawy Aleksandra Rożeckiego jako człowieka i jako zawodnika brydżowego. Zawsze szedł prostą drogą – tak kończył swoje wspomnienie Jan Wieczorkiewicz.

Zmarł 11 grudnia 1976 roku.

 

Andrzej Macieszczak (1942 – 1986)

 

W kwietniu minęła 30-sta rocznica śmierci jednego z największych geniuszy polskiego brydża – Andrzeja Macieszczaka. Zmarł młodo w wieku zaledwie 44 lat. Andrzej zainteresował się brydżem jako uczeń szkoły średniej. W 1957 roku w Lublinie powstała sekcja Zamek Lublin. W jej rezerwowej drużynie Zamek II grali Andrzej Koziejowski z Andrzejem Macieszczakiem i Ryszard Pokrzywa – Jerzy Woźniak. Andrzej był wtedy uczniem ostatniej klasy liceum. Jak wspomina pan Ryszard Pokrzywa, drużyna wygrywała swoje mecze zazwyczaj „dublem”. Nic dziwnego, że Andrzej błyskawicznie znalazł się w pierwszej drużynie Zamek Lublin. Oto, co pisał „Brydż” w numerze 5/60:

„Rozegrane w Gliwicach repasaże o wejście do I ligi…..zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem młodej drużyny lubelskiej Zamek, na którą już w zeszłym roku zwracaliśmy uwagę. Wygrała ona zdecydowanie wszystkie mecze zapewniając sobie miejsce w naszej ekstraklasie.”

I kolejna wzmianka w numerze 11/60:

„Beniaminków I ligi podajemy w kolejności zdobytych punktów:

Zamek Lublin gra w składzie – tu wymieniono zawodników w tym „… Macieszczak….Pokrzywa….” Pierwszy swój mecz wygrał Zamek prawie dubletem z Jedwabiem Łódź, który w roku ubiegłym był o krok od zdobycia tytułu pierwszego wicemistrza. Ta wysoka wygrana, z tak dobrym przeciwnikiem, świadczy, że uzyskany przez Zamek wynik remisowy z Placówką (ówczesny hegemon drużynowych MP – dop. R.K) nie był przypadkowy.”

Nie zapominajmy, że występujący wówczas w drużynie Andrzej miał zaledwie 18 lat, co może dzisiaj nie dziwi, ale w tamtych czasach było niezwykłym ewenementem.

Pierwszoligowa przygoda drużyny Zamek była typowa dla ówczesnych czasów. Po początkowym znakomitym starcie (3 miejsce po pierwszym zjeździe) drużyna rozpoznana przez przeciwników miała coraz trudniej, ale w pierwszym sezonie uratowała się jeszcze przed spadkiem. Spadła w następnym sezonie (1962), głównie z powodu rozpadu najbardziej doświadczonej pary. Oznaczało to tym razem jednak również kompletny rozpad drużyny, z której finansowania wycofał się ówczesny sponsor. Andrzej, który po ukończeniu szkoły średniej, podjął studia na Akademii Medycznej, zmienił uczelnię przenosząc się do Białegostoku, gdzie występował w czołowej wówczas drużynie II ligi Jagiellonii Białystok, z którą zresztą awansował ponownie do I ligi w roku 1966. Partnerem Andrzeja w Jagiellonii był Cezary Szadkowski.

 

W kolejnym roku Andrzej ląduje w Warszawie, gdzie pozostaje już do końca życia grając w drużynie Marymont Warszawa, głównie z Januszem Połciem, z krótką pauzą na występy w Budowlanych Poznań.

Andrzej w czasie swojej krótkiej kariery zdobył mnóstwo tytułów mistrza Polski. Ukoronowaniem jego sukcesów było zdobycie mistrzostwa świata teamów Rosenblum Cup w 1978 roku. Wcześniej zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy w 1973 roku w Ostendzie, a nieco później drużynowy Puchar Europy w sezonie 79/80. Wygrał wiele turniejów zagranicznych w tym najbardziej prestiżowy przez wiele lat turniej Cino del Duca w Paryżu.

Andrzej był również znakomitym dziennikarzem brydżowym, a wespół z Januszem Korwinem Mikke napisał kilka znakomitych książek brydżowych na czele z takimi pozycjami jak „Brydż”, „Bez Impasu” i „Brydż Sportowy”. Książki te były znakomitymi podręcznikami dla osób pragnących podnieść swój poziom gry wówczas i takimi są do dziś. Może należałoby te znakomite pozycje wznowić, ku pożytkowi następców Macieszczaka.

Zmarł 22 kwietnia 1986.

 

Zbigniew Szurig (1938 – 1984)

 

Gdyby postawić pytanie gdzie byłby polski brydż, gdyby nie Zbigniew Szurig odpowiedź byłaby niełatwa w zakresie detali. Na pewno jednak można powiedzieć, że byłby, szczególnie w latach 60-tych aż po lata 80-te, znacznie niżej niż był w rzeczywistości.

Matematyk w wykształcenia, stworzył naukowe podwaliny brydża w drużynie, której był ojcem duchowym w czasach, kiedy średnia wieku tej drużyny kręciła się wokół 25 lat. Nic dziwnego, że miała nazwę „Juvenia”. Drużyna grała systemem stworzonym przez Szuriga, a pierwszy artykuł pt. „System Juvenii” ukazał się w miesięczniku „Brydż” w grudniu 1963 roku. System opierał się na ocenie karty według skali Gorena, gdzie dodawano punkty za kolory krótkie (3 za renons, 2 za singla i 1 za dubletona przy 3 kartowym ficie w kolorze partnera, przy 4 kartowym dodawano po 1 punkcie więcej za poszczególne krótkości). W słowie od autora Szurig mocno akcentował lokalizację figur, co było pomijane w systemach wówczas istniejących. System Juvenii był trudny i wymagał znakomitej pamięci, jednak grająca nim drużyna w ciągu 20 lat występów w I lidze zdobyła 5 razy tytuł mistrza Polski i 8 razy wicemistrza, oraz jeden raz II wicemistrza; co jest najlepszą rekomendacją osiągnięć nie tylko tej drużyny, ale i jej Mistrza „Rebego”, (bo taki przydomek nadali Mu jego uczniowie) Zbigniewa Szuriga.

W czasie występu w Mistrzostwach Europy w Baden Baden, gdzie nb. Szurig odniósł swój największy sukces sportowy zdobywając w DME brązowy medal, rozprowadzono ponad 100 egzemplarzy systemu Juvenii wśród zagranicznych zawodników i oficjeli.

Szurig nie zrobił międzynarodowej kariery jako zawodnik. Na przeszkodzie stała praca zawodowa (był wykładowcą matematyki na Uniwersytecie Warszawskim), oraz nadpobudliwy charakter. Szurig był perfekcjonistą i nie tolerował np. tego, że partner mógł zapomnieć cokolwiek z jego skomplikowanego systemu, lub zagrać niedokładnie. Sam pamiętam jak ciężko było nam dokończyć mecz w teamach po rozdaniu, gdzie Szurigowi z partnerem nie udało się pobrać 4 asów na końcówkę 4 kier z kontrą.

Wynalazki Szuriga w innych warunkach przeszłyby do historii brydża tak jak konwencje Staymana, czy Blackwooda. Takie gadżety jak wywołanie kombinowane, czy konwencja atutowa Juvenii w tamtych czasach wyprzedzały epokę. Nb. to, że w zapomnienie odeszło wywołanie kombinowane można złożyć – moim zdaniem – wyłącznie na karb zjawiska, które określa się mianem mody.

Szurig włączył się bardzo aktywnie w proces szkolenia trenerów i instruktorów brydżowych. Sam – jako słuchacz  na zajęciach prowadzonych przez Szuriga – dzielę swoje brydżowanie na dwa okresy – przed i po Szurigu. I są to bardzo różniące się od siebie okresy.

Z tego okresy pozostały dwie fundamentalne pozycje w polskiej literaturze brydżowej „Techniki rozumowania logicznego w brydżu” i Trening brydżowy”, z którymi żaden szanujący się szkoleniowiec nie powinien się rozstawać.

Zmarł 20 sierpnia 1984 roku

 

Henryk Wolny (1947 – 1996)

 

Henia Wolnego spotkałem pierwszy raz w Sławie w 1969 roku. Moją uwagę zwrócił młodzieniec w czapce, którą dziś określilibyśmy jako bejsbolówka wchodzący na skróty przez okno (było nisko jak to w baraczku w Sławie) równo z komendą sędziego: „proszę grać, czas się liczy”. Niedługo potem Henia znali wszyscy w Polsce. W tamtych latach partnerował mu Aleksander Swatler, z którym grał w pierwszoligowej drużynie Budowlani Szczecin, a potem w mistrzostwach Europy Juniorów w 1972 roku w Delft (Holandia) gdzie polska drużyna po raz pierwszy zdobyła złoty medal w zawodach drużynowych europejskich. Była to zapowiedź dalszych sukcesów Henia. I rzeczywiście Henio zdobył łącznie 10 tytułów mistrza Polski, w tym 6-ciokrotnie w drużynowych MP, raz w MP Par i trzykrotnie w MP Teamów.

Największym sukcesem jednak był złoty medal zdobyty na Olimpiadzie w Seattle w 1984 roku, gdzie Henio był nie tylko gwiazdą polskiej drużyny, ale i jej kucharzem oraz dobrym duchem. Po tym sukcesie po raz pierwszy i jedyny w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski w czołowej 10-ce, na wysokim 5 miejscu znaleźli się brydżyści. Był to Henio wraz ze swym partnerem z Seattle – Piotrem Gawrysiem. Również w wydanej w latach 70-tych Encyklopedii Sportu Polskiego Henio znalazł się jako złoty medalista z Delft wraz ze swoimi kolegami z drużyny.

Ostatnie lata życia Henio mieszkał w Słupsku, dokąd przeprowadził się w czasach kiedy powstawała wielka drużyna Czarni Słupsk – wielokrotny mistrz Polski i zdobywca Pucharu Europy. Oczywiście z Heniem w składzie. Tam też dał się poznać jako sprawny współorganizator Festiwalu Solidarności, który przez wiele lat był najlepszą imprezą brydżową w Polsce, a może i w Europie, a nagrodą dla zwycięzcy Festiwalu był samochód.

Po śmierci Henia jeden z turniejów Festiwalowych w Słupsku jest rozgrywany jako Memoriał Jego pamięci.

Henio urodził się do gier. Nie gardził żadną, wszystkie łapał w lot, tempo jego gry można porównać tylko z tempem, jakie stosował Andrzej Macieszczak.. Ja po grze z Heniem przyrównałem to do przejażdżki na rollercoasterze. Przy tym Henio był zawsze życzliwy, często uśmiechnięty do końca, mimo męczącej go choroby.

Zmarł przedwcześnie w wieku niespełna 49 lat.


Ryszard Kiełczewski

About

Zawodnik, trener, działacz, wybitny publicysta brydżowy. Wielokrotnie powoływany na stanowisko trenera-selekcjonera juniorów, pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski Juniorów na Mistrzostwach Europy. Jest pierwszym trenerem w Polsce, który uzyskał pierwszą klasę trenerską (1987).


Komentarze

  • Mieczysław Gajak
    3.08.2016 20:17:02

    Dziękuję Panie Ryszardzie za artykuł o Wielkich, Których dawno już nie ma.

    Myślę, że dobrze byłoby dla historii Polskiego Brydża, gdyby zechciał Pan kontynuować ten cykl i przybliżyć Sylwetki Wielkich.

    Było jeszcze Wielu Wspaniałych Brydżystów i choć nie wymienię tu wszystkich, to chociaż wspomnę kilka nazwisk – Wiesi Tomaszewskiej, Joli Przeorowskiej, Stefana Łowińskiego, Stanisława Bitnera, Jana Jeżowskiego, Franciszka Poprawę, Antka Jaworskiego, Andrzeja Wilkosza, Tadzia Cichockiego, Andrzeja Małka, Andrzeja Dudzińskiego, Ireny i Jerzego Czekańskich, Jana Cypriana Nowaka i Wielu, Wielu…

Dodaj komentarz


Shortlink: