Wynalazki dobre, średnie i zbyteczne

Opublikowano 25 grudnia 2019 w kategoriach Artykuły - felietony .

Wynalazki dobre, średnie i zbyteczne

 

Dobierając tytuł wzorowałem się na rysunkowym kąciku ukazującym się  w bardzo poczytnym piśmie w czasach PRL-u pod tytułem „Przekrój”.

Tamten tytuł brzmiał – „myśli ludzi wielkich, średnich i psa Fafika”…

 

W czasach brydżowej epoki kamienia łupanego, początek partnerstwa zawsze poprzedzało pytanie – treflówką pan grasz?

Pozytywna odpowiedź była certyfikatem umiejętności. Reszta odbywała się na tzw. głowę. Nie dziwota więc, jak udało się zagrać wylicytowanego szlemika, nie mówiąc o szlemie, to był to automatycznie certyfikat drugiego stopnia.

Gracze skazani byli na wspomaganie, które w dzisiejszych czasach są jednoznacznie traktowane jako brydżowe wykroczenia. Namysły, intonacje głosem, mimika i wszelakie inne rodzaje mowy ciała, wręcz uważane były jako element wyszkolenia technicznego.

Z czasem jak prawo brydżowe zaczęło ograniczać te techniki zaczęły one z konieczności zanikać. Zastępowały je legalne konwencje i gadżety, których szczególnie w ostatnich kilkudziesięciu latach namnożyło się ja mrówków.

Kiedy przed około 30 laty amerykańska brydżystka Amalya Kearse (nb. chyba jedyna czarnoskóra reprezentantka USA) podjęła się benedyktyńskiej pracy skompletowania istniejących wówczas konwencji, zajęło jej to tylko ponad 1100 stron w książce „Bridge Convention Complete”.

Wśród różnych wynalazków były takie jak w sugestii zawartej w tytule – dobre, średnie i zbyteczne.

Jestem jak najdalszy od konkurowania z panią Amaly`ą (i tak nie miałbym szans zostać pierwszym czarnoskórym publicystą brydżowym w Polsce) wybiórczo ustosunkuje się do niektórych wynalazków ostatnich lat.

Po latach stagnacji w wyszukiwaniu nowych konwencji w połowie lat 80-tych pojawiło się bardzo pożyteczne rozwiązanie i to prawie równocześnie w różnych krajach. W Krajach anglojęzycznych była to konwencja nazwana Checkback Stayman, we Francji Roudinescu, a w Polsce Magister. Różniły się detalami, ale wszystkie służyły rozwiązaniu problemów w sekwencjach 1 trefl – 1 kier/pik – 1 BA i dotyczyły rąk w modelu – otwarcie do ręki z przedziału co najmniej inwitowego. Działo się to w czasie mojej dużej aktywności brydżowej, nie tylko zawodniczej, ale też trenerskiej, więc miałem możliwość obserwowania częstotliwości stosowania tego wynalazku na zawodach także międzynarodowych. Zapytanie 2 trefl padało przynajmniej w 20-30 procentach rozdań. Były to czasy rozdań ręcznych.  Kiedy zaczęto na masową skalę stosować rozdania z generatora, częstotliwość zastosowania magistrów spadła dramatycznie i badając tę częstotliwość na dużych polskich kongresach brydżowych z pomocą znajomych brydżystów, z niejakim zdziwieniem zauważyłem to zjawisko. No, bo jak na przestrzeni 600-800 rozdań można było zarejestrować zaledwie kilkanaście, a czasami zaledwie kilka (tak, tak) zdarzeń, to coś w tym musiało być.

Jakby na przekór temu pojawiła się idea rozbudowy tej konwencji – podwójny magister – 2 trefl słaby i 2 karo – mocny.

Oczywiście musiało to przynieść pewne ofiary na początku. Pamiętam ucieszną scenę jak para złożona z dwóch braci (ale nie bliźniaków, co nie gwarantuje w pełni ich braterstwa) zagrała bezpieczny kontrakt po sekwencji:

 

W N E S
Brat młodszy nazwisko Brat starszy nazwisko
1 Pas 1 Pas
1 BA Pas 2 Pas
Pas pas

 

Szlem nie szedł, bo brała dama atutowa.

 

Bo wszelkie nowinki obciążające pamięć muszą się utrwalić na „blachę”.

 

Inna nowinka czasów współczesnych przypomina mi pytanie związane z certyfikatem numer 1 ze starych czasów. Na jednym z turniejów tzw. ogólnopolskich, ileś lat temu, grałem z wykwalifikowanym graczem z Poznania. W pewnym rozdaniu uzgodniliśmy mocno kolor i zapytałem go za pomocą konwencji Blackwooda o liczbę asów. Odpowiedział drugim szczeblem, co zrozumiałem jako posiadanie jednego asa, więc zapodałem szlemika, bo z licytacji wnikało, że brakuje nam tylko jednego „czuba”. Kiedy w stole wykrył się deficyt w asach – wprawdzie nieduży, ale wystarczający, by przeciwnicy zgarnęli dwa asy, zapytałem partnera – czy się pomylił? Tu padła zdziwiona odpowiedź w formie pytania sprzed lat:

– To nie grasz Blackwoodem 102?

Ze wstydem musiałem przyznać, że nie słyszałem o czymś takim… No cóż Wielkopolska była zawsze pierwsza w nadążaniu za postępem…

 

Przez kilka kolejnych lat dopytywałem się uczonych w piśmie, jaka jest przewaga odpowiedzi 102 nad 0-3? Przekonującej odpowiedzi się nie doczekałem.. Można bowiem znaleźć porównywalną liczbę sytuacji, kiedy stara drabinka jest lepsza. Nie tak dawno na forum bridge pojawiło się rozdanie, gdzie przy posiadanych treflach na osi klasyczna odpowiedź zabezpieczała nas przed szlemikiem bez dwóch asów, a inne narzędzia nikogo z dyskutantów nie przekonały.

W złośliwości swojej zmianę tą porównałem do zakładania spodni odwrotną stroną, a genezę wynalazku upatrywałem w tzw. brydżu sponsorskim.

Zawodowiec nauczył sponsora odpowiedzi na Blackwooda, ale w ramach „zarządzeń wykonawczych” nie uzupełnił jego wiedzy o niezbędną informację, że przy uzgodnionych karach ten z graczy może zapytać o liczbę asów, który ma przynajmniej jednego asa, a przy uzgodnionych treflach, ten, który dzierży co najmniej dwa asy. W którymś z rozdań odpowiedź 1 asem wpędziła w szlemika z góry bez jednej, więc zawodowiec w niedoczasie na kolanie zaproponował odwróconą w dwóch pierwszych szczeblach drabinkę. A potem poszło jak w modzie… Inni chodzą w dziurawych spodniach, a ja nie mogę?

Szczypanie zakończę opisem rozdania w Mistrzostw Świata na Bali w 2014 roku:

NS posiadali takie walory:

4

K87

1087543

A76

AW652

5

AK2

D1084

 

 

Licytację na czwartej ręce otwierał S:

 

W N E S
nazwisko nazwisko nazwisko nazwisko
Pas Pas Pas 1
Pas 1 BA Pas 2 !t(1)
Pas 2 (2)

 

  1. Gazilli – konwencja made in Italy
  2. To nie oznaczało kar, tylko dobrą rękę w ramach 1 BA

Dalej następował taniec Świętego Wita i strona NS oddawała zapis na sześciu z ośmiu stołów ćwierćfinału. Dwa pozostałe zapisy to było 110 polskiej pary za kontrakt 3 i 5 pary, której sprzymierzeńcem okazał się E, otwierając na trzeciej ręce 1. S kontrował, W podnosił do 2, N zgłosił kara. To wystarczyło S, by kopnąć końcówkę, która poszła na podziale kar 2-2 i korzystnym położeniu trefli.

Z powodów naturalnych zawsze byłem odporny na modę, więc i w brydżu nie przylepiam wszystkich nowinek do swojego systemu, by nie wyglądał jak samochód głównego mafiosa z filmu „Ucieczka z Nowego Jorku”.

– Ale jak ktoś lubi…


Ryszard Kiełczewski

About

Zawodnik, trener, działacz, wybitny publicysta brydżowy. Wielokrotnie powoływany na stanowisko trenera-selekcjonera juniorów, pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski Juniorów na Mistrzostwach Europy. Jest pierwszym trenerem w Polsce, który uzyskał pierwszą klasę trenerską (1987).


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Shortlink: