Nadzy wśród wilków…

Opublikowano 26 listopada 2021 w kategoriach Artykuły - felietony .

Nadzy wśród wilków…

 

…Muszę panu opowiedzieć jedno rozdanie – starszy, poczciwie wyglądający pan nie dawał za wygraną…

– Tylko jedno? – spytałem tonem męczennika, mając nadzieję, że mój chwilowy interlokutor ma miękkie serce…

– Tylko…

 

Mina mojego rozmówcy była uroczysta jak twarz harcerza w trakcie ślubowania.

– No to wal pan – westchnąłem z rezygnacją…

– Niech pan sobie wyobrazi, otrzymałem kartę:

 

D4

 92

W754

109632

 

– Kawał krupa – mruknąłem…

 

– Mój partner – kontynuował starszy pan z wypiekami na twarzy, otworzył 1 , przeciwnik z prawej 1 , ja – pas, z lewej 2 i 4 z prawej zakończyło licytację. Zawistowałem dwójką kier (odmiennie) i wykrył się dziadek (N):

 

  A96

1063

K863

854

 
D4

92

W754

109632

 

 

 

 

partner wziął lewę damą i kontynuował asem i królem kier. Rozgrywający przebił waletem pik, nadbiłem damą i w tym momencie rozgrywający z okrzykiem – oh! Przepraszam – dołożył kiera.

Wezwany sędzia powiedział, że mogę wycofać damę pik, co też się stało. Niestety moja dama nie wzięła –westchnął mój rozmówca.

– Co pan na to?

– Myślę, że gdyby pan wyrzucił na trzeciego kiera inną kartę z bocznych kolorów, pańska dama byłaby bezpieczna jak w forcie Knox – odparłem. Takie zagranie można byłoby opisać w artykule pt. „Trafiła kosa na kamień” – dokończyłem

– To wszystko nic – wtrącił kolejny słuchacz, których tłumek niepokojąco się powiększał. Mnie załatwili lepiej… Dostałem kartę:

 

85

K64

9742

D853

Licytacja biegła:

 

W N E S
nazwisko nazwisko nazwisko nazwisko
    1 Pas
Pas Ktr Pas 2
Pas 4 Pas Pas
pas      

 

Zawistowałem szóstką kier, wykrył się dziadek (N):

 

  ADW4

732

K65

KW10

 
85

K64

9742

D85

 

 

 

Mój partner wziął asem, zagrał damę i waleta kier. Rozgrywający przebił, zagrał dwa razy piki utrzymując się w stole, po czym wyszedł w trefla…z ręki. Mając nadzieję, że partner ma asa trefl zwróciłem rozgrywającemu uwagę, że gra ze stołu, wiedziałem bowiem, że musi zagrać w trefla…

– Z przyjemnością – zgodził się rozgrywający z uśmieszkiem pod młodocianym wąsikiem. Zagranego ze stołu trefla zabił asem i i „zaborował” mi damę.

– Widocznie nie czytał pan mojego artykułu „Obyczaje” – odparłem melancholijnie wiedząc, że się na tym nie skończy

 

– Mnie jeszcze inaczej załatwili – wykrzykiwał drobny, szpakowaty młodzieniec po czterdziestce. Rozgrywałem 4 z rękami:

 

AW972

97

KD2

A107

  K1084

W63

A3

DW63

 

N zawistował piątką kier. Jego partner wziął królem i zagrał asem. Przeciwnik z lewej dołożył dwójkę. Trzeciego kiera zagranego przez S na wszelki wypadek przebiłem siódemką pik, a N…dołożył ósemkę karo. Nie ma pan do kierów – spytałem, bo bo niewiarygodne wydało mi się, aby S mając sześć kierów z asem królem i damą zagrał w trzeciej lewie małym.

– Oh, przepraszam – speszony N dołożył damę kier.

W naiwności ducha pomyślałem sobie, że co, jak co, ale damy pik to on nie ma i zaimpasowałem ją u S. Niestety okazała się być drugą u N, a ponieważ miał on jeszcze króla trefl przegrałem, jako jedyny na sali – wie pan, wszyscy w turnieju kolor dziewięciokartowy bez damy grają górą…

– Wszyscy? Tylko tyle zdołałem powiedzieć, bo już następny przekrzykiwał swoich konkurentów:

– Panu tylko końcówkę obłożyli. Ja przegrałem szlemika, którego nie sposób przegrać jak ma się trochę oleju w głowie. Wykołowano mnie tak:

 

ADW104

AKD5

A

KDW

  9875

74

KD93

1052

N zawistował w asa i blotkę trefl. Zagrałem dwa razy kiery i trzeciego przebiłem dziewiątką pik. S „nadbił” szóstką i szykował się do wyjścia w następnej lewie…

– Pan nie wistuje – zwróciłem uprzejmie uwagę graczowi S, a poza tym, czy nie ma pan do kierów?

Coś jakby przerażenie odmalowało się na twarzy S. Nieprzytomnym wzrokiem przejrzał swoje karty… Nie, nie mam – wyraz cierpienia nie opuszczał twarzy S. Zaimpasowałem więc króla w pikach. Wziął za ręką, Singlowy!

– A przecież…powinien pan przeczytać „Cybernetyczną teorię charakterów” M. Mazura, a potem „Tajniki sterowania ludźmi” J. Koseckiego – poradziłem uprzejmie nieszczęśnikowi, którego twarz była zapewne wiernym odbiciem pantomimy, jaką odstawił gracz S.

– Czy wzywał pan sędziego – zapytał ktoś z boku?

– Tak, ale sędzia powiedział, że nie mogę wyciągać wniosków z zachowania przeciwników, a poza tym przeciwnicy zaprzeczyli, że odbyła się jakakolwiek pantomima.

– On ma zawsze taką minę jak grają przeciwko niemu szlemika – skomentował z leciutkim uśmieszkiem N.

Chwilowa cisza jak zaległa po tej opowieści dawała cień nadziei na taktyczną rejteradę, ale gdzie tam…

– Ja grałem prozaiczne 3 BA – doszedł do głosu przedstawiciel skrzydła umiarkowanych:

A62

KD5

AW64

W106

  KDW

97

D10973

KD7

 

Przeciwnik zawistował szóstką kier, waleta z prawej zabiłem królem. Kontrakt nie wyglądał źle. Jeśli stoi impas karo, to mam 9 górnych lew. Jeśli nie, to N może mieć jeszcze asa trefl. Natomiast, jeśli as trefl jest u S, to N po dojściu królem karo musi trafić, na co zagrać – na asa trefl u partnera, czy na – bardziej prawdopodobną damę kier u niego, czy też jeszcze na dubla kier u mnie z secowym mariaszem.

Tak czy owak przeszedłem pikiem do stołu i zagrałem damę karo. Tu jak grom z jasnego nieba – S dokłada trójkę pik (para stosowała zarzutkę krakowską)…

– Nie masz do kar – zapytał N? Nie zdążyłem nawet zaprotestować, kiedy S dołożył ósemkę karo, pozostawiając „elegancko” trójkę pik na stole.

Przepuściłem, a N po krótkiej pracy myślowej zabił królem i odjechał w….nie, nie, nie w trefla tak czytelnie zalawintalowanego, lecz w karo. On wiedział, że dopuszczony partner musiałby zagrać w przygwożdżoną trójkę pik.  Na karo S pozbył się wrażej trójki pik i już nie mogłem wygrać kontraktu.

– Ja też miałem podobny przypadek – doszedł do mównicy kolejny nieszczęśnik. Miałem rękę:

 

A

ADW1053

KD54

K3

 

Byłem na pozycji S, a licytacja w założeniach my po, brzmiała:

 

W N E S
nazwisko nazwisko nazwisko nazwisko
      1 1h
2 4 4 4 BA
5 Pas Pas 6
Pas Pas pas  

 

2 przeciwnika było słabe, 5 wyglądało na wskazanie wistu, pas mojego partnera w drugim okrążeniu informował o jednym asie. Wiedząc, że na wiście jest przeciwnik z lewej, byłem zadowolony, że utrzymaliśmy się przy grze. Jednakże pierwszy wist oddał gracz E dwójką karo. Był to oczywiście wist poza kolejnością. Wezwany sędzia przedstawił mi cztery możliwości wyboru:          – zaakceptować wist

– nakazać graczowi N wist w ten kolor

– zakazać wistu w karo

– przygwoździć kartę

Z tego wszystkiego najbezpieczniejszym wydało mi się zakazanie wistu. Gracz W wyszedł więc w trefla tak ładnie zalawintalowanego dwójką karo, jego partner wziął asem i zgrał w ujawnioną dwójkę karo, która została przebita. Tak wykopałem sobie grób własnymi rękami.

– Ciekawe, co by zrobił sędzia, gdyby pan n a k a z a ł wist w karo – zauważyłem sarkastycznie, będąc zdecydowany zakończyć te Gorzkie Żale. W końcu ja też jestem materiałem, na którym przeprowadzano różne ludzkie i nieludzkie eksperymenty. Oto próbki:

K107

AK64

A975

K3

  54

62

63

AW109764

 

Z ręką W otworzyłem 1 BA, a partner w myśl zasady „idzie, albo nie idzie”, kopnął 3 BA. N zawistował dwójką karo, S podłożył damę, którą przepuściłem chcąc dowiedzieć się co nieco o rozdaniu. S kontynuował 10-ką karo, którą także przepuściłem, trzecie zagrane przez S karo zabiłem asem. Zagrałem króla trefl i trefla. N dołożył do koloru. Przeprowadziłem analizę – jeśli N wistuje z czterokartowego, przestrzelonego koloru młodszego, po licytacji, w której nie próbowaliśmy uzgodnić koloru starszego, to powinien mieć układ 3-3-4-3. Zaimpasowałem więc waletem. Z prawej mignęła dama, po czym błyskawicznie odwrócono w kiery. Sfrustrowany nietrafieniem palcówki, zagrałem trzy razy w kiery. S wziął lewę i zgrał ostatniego kiera. N wyrzucił – nie zgadniecie, co? DAMĘ TREFL!!!

Wezwałem sędziego. Okazało się, że S „wziął” waleta trefl damą pik!. Sędzia wyjaśnił, że S miał prawo dołożyć do waleta trefl dowolną kartę, jako że nie miał do koloru. To zaś, że jako rozgrywający zaakceptowałem zagranie S w kiera jest moją sprawą. Lewa na waleta trefl jest oczywiście moja. Cóż z tego, skoro wziąłem tych lew sześć zamiast dziesięciu.

– Jak to – panie sędzio – nie dawałem za wygraną – młynarz zawinił, a kowala powiesili?

– Czy pan zrobił to umyślnie – zapytał sędzia gracza S?

– Ależ skąd – damę pik miałem przy blotce trefl i myślałem że to dama treflowa – odpowiedział S.

Drugi przypadek wydarzył mi się nie potem, a grubo przedtem, kiedy debiutowałem po roku terminowania w drugiej lidze. Graliśmy przeciwko spadkowiczom z pierwszej ligi, w której to drużynie roiło się od ówczesnych sław.

Po otwarciu przeciwnika z lewej 1 BA i dwóch pasach wszedłem mężnie z niezbyt silną kartą i z niezbyt solidnym kolorem 2 z kolorem D10842. Otwierający skontrował karnie, co było normalną praktyką w tamtych czasach. Widok dziadka poprawił mi humor. Zastałem w nim drugiego waleta pik i sporo krupa. Doszło do końcówki trzykartowej, w której miałem w ręce D108, a u przeciwników został as z dziewiątką. Byłem niestety w stole i groziła mi ewidentna promocja tej dziewiątki. Zagrałem jakiś boczny kolor i pokazując moje D108 pik przeciwnikowi z lewej ogłosiłem – jak ma pan A9 w  pikach, to  przegrałem bez jednej, jeśli nie to swoje.

– No tak, no tak zgodziła się „sława” i wszyscy złożyliśmy karty zapisując bez jednej.

Dopiero w drodze powrotnej starsi koledzy przetestowali mnie jak zdołałem przegrać dwa piki z kontrą. Dowiedziałem się, że 9-ka pik była z prawej i wystarczyło grać zamiast popisywać się książkową erudycją, aby zapisać 470.

To doświadczenie uczuliło mnie na tyle, by później odkrywać intencje rożnych chwilowych „sław”, kiedy próbowali chować karty do pudełka przed skończonym rozdaniem. Niektóre z nich opisałem swego czasu…

 

Na podstawie artykułu Kita Woolsey`a (Bridge World 1/73) i własnych doświadczeń


About

Zawodnik, trener, działacz, wybitny publicysta brydżowy. Wielokrotnie powoływany na stanowisko trenera-selekcjonera juniorów, pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski Juniorów na Mistrzostwach Europy. Jest pierwszym trenerem w Polsce, który uzyskał pierwszą klasę trenerską (1987).


Komentarze

  • TRad
    1.12.2021 23:49:39

    Kiełku, tak narzekasz na prawo brydżowe, tymczasem WSZYSTKIE opisane przypadki w dzisiejszych czasach zostałyby odgwizdane na korzyść niewykraczających. Np. w ostatnim S zostałby dopadnięty z paragrafu 72C „Jeżeli sędzia ustali, że wykraczający w chwili popełniania nieprawidłowości mógł zdawać sobie sprawę, że ta nieprawidłowość może wyrządzić szkodę stronie niewykraczającej, należy nakazać kontynuowanie licytacji i rozgrywki (jeśli nie jest zakończona). Po zakończeniu rozgrywki sędzia orzeka wynik rozjemczy, jeśli uzna, że strona wykraczająca odniosła korzyść poprzez to wykroczenie.”

    Mógł sobie zdawać sprawę, że wychodząc poza kolejnością może odnieść korzyść? Ano mógł. Nie ma potrzeby dowodzić, że ZDAWAŁ sobie sprawę i że zrobił to celowo.

  • TRad
    2.12.2021 00:06:57

    Zmotywowałeś mnie do zerknięcia do przepisów. Faktycznie, wg wersji obowiązującej w 1973 konieczne byłoby wykazanie, że wykroczenie było świadome – mission impossible. I taki stan prawny trwał, jeśli czegoś nie przeoczyłem, aż do 1997 roku. Ale od tego momentu – jedziemy z gościem.

    Ciekawostka: przepis wędrował. Zaczynał jako 72B. Potem przeniesiono go pod numer 23. Od 2017 jest to 72C.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Shortlink: